Psychoanaliza i etyka.

Zło tak samo zasługuje na rozważenie jak dobro; albowiem dobro i zło to w końcu nic innego, jak tylko moralne konsekwencje i abstrakty działania – i jedno, i drugie należy do jasno – ciemnego zjawiska życia. Bo przecież nie ma takiego dobra, z którego nie mogłoby zrodzić się zło, i nie ma takiego zła, które nie mogłoby zaowocować dobrem[1]

Co jest istotne, mniej, a może bardziej ważne, i czy warto, a raczej kiedy, dokonywać wartościowania i rozważań w zakresie kwestii etycznych w zawodzie analityka? Co jest nienaruszalne i stałe, a co płynne i raczej zmienne? Czy bazę stanowi znormalizowany schemat (znak – nie symbol), któremu należy się bezkrytycznie podporządkować, czy raczej poddawać dyskusji i powątpiewać nieustannie, badać, sprawdzać, rozważać, to, co z pozoru wydaje się oczywistym i „dobrym?

Czy rozróżnienie takie – proste i niewymagające, na dobro i zło, ma sens i czym są oba w przestani analitycznej – naczyniu, w którym dochodzi do procesów transmutacji. Tym, które pomieszcza w sobie wszystko, co w świecie uznawane jest przykładowo za rodzaj obłędu, zło, dziwactwo, ponieważ współczesna świadomość społeczna nie umie tego wyjaśnić i nie ma dla tego definicji. W tym względzie kwestie etyczne, i to wszystko, co obywa się w zakresie analitycznej przestrzeni pragnie etyki, pożąda jej niemalże, jak pierwiastka, substancji, bez której nie może dokonywać się przeistaczanie. Transsubstancjacja.

Istotnym składnikiem kształtującym postawę zarówno etyczną jak i analityczną, jest odpowiedzialność za to, co w jaju alchemicznym zostanie stworzone. Odpowiedzialność za sam proces przeistaczania i za wszystkie etapy przemiany, począwszy od Materia Prima. Chodziłoby o odpowiedzialność za poznanie własnej natury oraz rozpoznanie tego, co zdaje się być niewygodnym i kłopotliwym. Dopiero wtedy, gdy człowiek żyje zgodnie ze swoją naturą, jest odpowiedzialny i zdolny do działania. W przeciwnym razie byłby on jedynie kopistą pozbawianym własnej osobowości[1]

Pobudzanie świadomości etycznej, to czynność niezbędna, musi być stale obecna, jak przyprawa, bez której nawet najlepsze danie będzie jałowe, mdłe i nijakie. W szczególny sposób wspomina o powyższych Abramovitch, pisząc, że pobudzanie świadomości etycznej wymaga stałych ćwiczeń, podobnych nieco do treningu mięśni[2], brak systematyczności, powoduje, że wiotczeją.

Dwie postawy, dwa konflikty.  Na jednej z rycin[3] alchemik wraz z asystentem, opowiadają za pomocą ruchu o tajemnicy. O tym, że to, co pomiędzy, zostaje pomiędzy i nie może być dzielone z innymi. Ten rodzaj wspólnego doświadczania, nieustannie powtarzającej się inicjacji i nowych, zachodzących wewnątrz procesów, a co za tym idzie – niepospolitość i integralność tego spotkania, czynią je w pewnym sensie wyjątkowym. Von Franc pisze,  jak trudno prezentować opisy przypadków w sposób ukazujący ich prawdziwy kształt[4]. Jak zatem opowiedzieć pacjentów, aby owej tajemnicy, kształtu, nie zmienić, nie naruszyć tego, co dzieje się pomiędzy?  Pośród słów, w milczeniu, które raczej nie podlega definicji, a po prostu, zwyczajnie jest, podobnie, jak pewien niezbędny poziom niewiedzy. I wreszcie, w jakim stopniu zachować anonimowość, biorąc pod uwagę fakt, że przykładowo podczas grupowej superwizji, może okazać się, że ktoś kogoś zna. Wydaje się, że z pomocą przychodzi kodeks, słowo pisane, szczególnie punkt 7 w rozdziale Tajemnica zawodowa zasad etyki PTPJ, mówiący o zachowaniu należytej dbałości o zachowanie zasad poufności i anonimowości pacjenta[5], zarówno przez superwizanta i resztę zespołu.

Według Claire Allphin, istotne jest rozróżnienie pomiędzy postawą analityczną i etyczną, oraz to, że ta pierwsza zawsze obejmuje drugą. Spotykają się i zaczynają stanowić coś w rodzaju uzupełniającego się duetu. Co ciekawe, postawa analityczna pomieszcza etyczną, ale etyczna nie jest zależna od analitycznej[6] Postawa etyczna mieści wątpliwości, niepewność, pytania i niekończące się dylematy, które stanowią stały element zawodu analityka.

W szóstym etapie rozwoju moralnego Lawrence Kohlberg[7] pisze, że szacunek dla ludzkiego życia i dobrostanu ma pierwszeństwo w stosunku do obowiązujących przepisów i norm we wszystkich kulturach i społeczeństwach. Co zatem to oznacza i jak ma się do tego kwestia osobistej uczciwości wobec życia. Kiedy można je (zasady) przekraczać i do którego momentu owe normy, które ludzie stanowią na swój pożytek i pożytek społeczeństwa, w którym żyją, będą stanowiły stałą niezmienną. Seweryna Szmaglewska pisała, że nie ma czegoś takiego, jak niezmienna zasada, ponieważ normy etyczne reguluje sytuacja, w której one mogą lub nie obowiązywać, gdy stoją głodne kobiety i patrzą łakomie[8] Nic nie jest zatem tak oczywistym, jakim się wydaje i są rzeczy, których powiększać nie potrzeba[9] Czy zatem można zaryzykować hipotezę, że to sytuacja w jakiej znajduje się człowiek tworzy dla niego normę, a może raczej modyfikuje to, co do tej pory było stałe? Przecież warunki społeczne w jakich żyjemy są głównym czynnikiem wpływającym na rozwój postawy etycznej[10] To, co wydaje się w czasie pokoju oczywiste i nienaruszalne, w dobie konfliktu przestaje być egzekwowane. Staje się dozwolonym i pożądanym niemalże. Nagradzanym. Wówczas w ludzkiej duszy dochodzi najpierw do zawalenia się rusztowań poprzedniego pokojowego wzorca moralnego a na jego miejsce buduje się w trybie przyspieszonym nowa scenografia wewnętrzna[11]i wtedy zło, które wcześniej było złem tzw. normalnym, staje się złem wyjątkowym, lepszym i możliwym do realizowania, bo popiera je i państwo i prawo.

Pragniemy oczywistych zasad w sytuacjach, które przekraczają zdolność zrozumienia wydarzeń. Potrzebujemy wtedy normy, która byłaby rodzajem bariery ochronnej – takiej, której nic i nikt nie może naruszyć. To smutne złudzenie, potęgujące niechęć wobec rozwijającej się stopniowo świadomości, że nic nie jest stałe, nieprzemijalne. I rodzi się paradoks nie do rozstrzygnięcia, wymagający wielu pytań. Nie można zasad etycznych, które zostały wytworzone i obowiązują w obrębie jakiegoś kanonu kulturowego wprowadzać bezrefleksyjne w inny, zasadniczo odmienny. Zasady arbitralne, absolutne, prowadzą zawsze do wzmacniania kultury dominującej kosztem mniejszości. Każda dyskryminacja stanowi wykluczenie z jakiejś części praw, które przysługują innym[12] i dalej, jak krucha jest granica, która oddziela nas od ciemności zamieszkującej w istocie ludzkiej[13] Wystarczy wspomnieć mordownie w zgodzie z tzw. dobrą intencją rdzennej ludność Ameryki Północnej, kwitnące do dziś niewolnictwo Ameryki Południowej, cywilizowanie Kenii przez Brytyjczyków, współczesne ludobójstwo Rohingjów w Birmie, czy wojnę za wschodnią granicą Polski, o której coraz ciszej (wszyscy się przyzwyczaili). Czy zatem postawa analityczna daje szansę, by badać, w nieco innym wymiarze, przyczyny konfliktów i czy może pomóc w znacznie szerszym, niż tylko indywidualny kontekst, rozumieniu tego, jak przeszłość wpływa na przyszłość i w jakim stopniu dochodzi do odtwarzania minionych zranień? Spotkania z obcymi, pośrednie i bezpośrednie, aktywują historyczne wspomnienia, chociażby rok 1939, a potem koniec wojny, oznaczający początek kolejnej, utajonej. Bolesnej. Być może nieświadomość kompleksu narodowego odbiera zdolność refleksji, rozpala krematoria i sprawia, że umiejętność różnicowania traci się. Być może, żywe w polskiej wyobraźni są obrazy i wspomnienia o napaści, rozbiorze, inwazji. Kompleks potrzebuje się najeść, jak każdy żywy organizm. Osąd, nierozumienie i brak zdolności widzenia nieco dalej, utrzymuje ów twór przy życiu. Status quo nie pozwala na ryzyko i próbę podjęcia oglądu faktów z nieco szerszej perspektywy.

Dokonywanie oceny w afekcie zawęża możliwości. Bardzo chcielibyśmy żeby wszystko było albo czarne albo białe. W filmie Demon z 2015 roku[14] reżyser wraca do kwestii polskiej odpowiedzialności za los Żydów i tego, że przeszłość pamięta, domagając się odpowiedzialności. Historia ożywa, odradzając się pod postacią upiora. Jedyne, co można zrobić, to odprawić egzorcyzmy, wypędzić demona, nie zastanawiając się nawet, jaką niesie wiadomość. Poziom lekceważenia przeszłości ukazuje, jak trudnym zadaniem jest odpowiedzialność. Bożena Keff  pyta, dlaczego tak wielu ludzi pogardza Żydami? (…) Wierzą, że Żydzi – ze swej żydowskiej natury – są źli, złośliwi, chciwi i zachłanni”[15] stają się reprezentantami wszystkiego, co złe i grzeszne. Lustra, nawet niewidoczne, nadal odbijają kształty, choćbyśmy nie wiem jak bardzo wierzyli w to, że źli i odpowiedzialni są zawsze oni – nigdy my.

Ludzie wpadają w amok, kiedy zaczynają stosować przemoc. Przemoc, którą noszą w sobie, przeobraża ich i powoduje – nawet kiedy jest już po wszystkim – że stają się kimś nie do poznania[16] Kluczowe w powyższej sytuacji wydają się być słowa Junga, dotyczące konieczności poznania mroku w sobie, żeby poradzić sobie z mrokiem innych. Być może, to rozpoznanie, będzie stanowić kiedyś rodzaj recepty, wobec okrucieństw wyrządzanych tym, którzy są wykluczeni. W dużym uproszczeniu  – są reprezentacją tego wszystkiego, czego nie chcemy wiedzieć o sobie. Jakże potrzebujemy przeciwnika, który pomieszczałby w sobie całe zło tego świata. Jak powietrza niemalże. Kiedyś byli to Żydzi, dziś – uchodźcy. Naiwnie pragnęlibyśmy wierzyć w to, że początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm, zapominając o tym, jaką odpowiedzialność ponosimy obecnie za konflikty rozgrywające się w obszarze nie tylko Europy, Bliskiego Wschodu, ale w skali świata. Postawa analityczna stanowi, zatem ekwiwalent stanu, w którym nieustannie dochodzi do spoglądania w mrok – tam, gdzie lepiej nie patrzeć. Tym samym, postawa analityczna daje możliwość poznania w sobie tego, co nazywane jest nie Ja. Postawa analityczna rozpoznaje nierozpoznane i pomieszcza je; idąc dalej, etyczna postawa wymaga zdolności do przechowywanie przeciwieństw, nie dzielenia, radzenia sobie z wieloznacznością i paradoksem[17]. Tak więc postawa analityczna musi zawierać w sobie postawę etyczną[18] I myśląc o konfliktach, niezmiennie pojawia się pytanie – na ile nierozwiązane czy niepoznane konflikty wewnętrzne (nietknięte nawet), próbują się manifestować w świecie zewnętrznym? Warto rozważyć, co leży u podstaw poczucia omnipotencji w widzeniu rzeczywistości i przyczyn tego, że każdy inny sposób definiowania faktu musi zostać zniszczony. Pokusić się o trudną i wymagającą czynność różnicowania, co jest czym, i co z czego wynika. Rozróżnienia treści osobowych od zbiorowych.

Kodeksy stają się groźne, gdy interpretowane i wprowadzane są jako prawa absolutne, nie podlegające krytyce i dyskusji. Stają się czymś w rodzaju dyktatury. Ich realizacja za wszelką cenę, staje wbrew różnorodności życia we wszytkach jego przejawach. Im więcej jednostronności, radykalizmu w świadomym wydaniu, tym więcej tendencji przeciwnych w nieświadomości. Jung twierdził, że to przede wszystkim człowiek, a nie społeczeństwo odpowiada za ujemne właściwości prawideł cywilizacyjnych. Sztywne przywiązanie do zasad kulturowych, uprawomocnionych przez naród, będzie rodziło równie silne pragnienie tego, co zakazane. Tego, co tabu. Ostracyzm i ocena, a także separowanie się od grzesznej demoniczności, (choć nie wiadomo, czym ona jest) zubaża ludzi o jakiś rodzaj ewentualnego wglądu i sprawia, że stają się bezbronni. Jak dzieci, które mogą jedynie słuchać strasznych baśni, a potem chowają się głęboko pod kołdrą, by drżeć ze strachu. Tylko tam, gdzie wiara i dogmat skostniały w pustej formie, co w większym stopniu dotyka wysoko cywilizowanego, stechnicyzowanego i owładniętego racjonalizmem zachodniego świata, archetyp stracił swoją magiczną moc i pozostawił ludzi chwiejnych i bezradnych, wydając ich na rozmaite krzywdy z zewnątrz i wewnątrz[19] Nie pozwalając na rozpoznanie skłonności do zawiści, wrogości czy pragnienia władzy  – przypisuje się je innym. To prosty przepis na tworzenie wszelkiego rodzaju uprzedzeń, których efektem jest przemoc i pragnienie by zdrajcy swojej rasy dziesiątkami tysięcy zawiśli na latarniach[20].  Uznanie tego, co „nie podoba mi się”, „okropne”, „nigdy bym się tak nie zachowała”, jako faktu rzeczywistego i otwarcie na dialogowanie z tym, wobec czego pojawia się niechęć czy wstręt, otwiera drogę do drugiego człowieka, w znacznie czystszej postaci, bez większości projekcji i przeniesień. Wtedy obcy przestaje (co za zaskoczenie!) być wrogiem. I zdaje się być najboleśniejszym ze spotkań – spotkanie z sobą, bez póz, uogólnień, masek czy metafor, wszystkich tych niezbędnych kreacji chroniących nas przed żywą, ciemną stroną Psyche.

Obie postawy (etyczna i analityczna), są zależne od zdolności analityka do refleksji i umiejętności, a raczej odwagi, by badać wszystkie swoje reakcje wobec pacjenta (czy sytuacji ze świata), szczególnie wtedy, gdy pojawiają się dylematy etyczne, wtedy, gdy pojawia się pytanie, czy to, co robię jest zgodne z kodeksem albo, czy w tej sytuacji, takie a takie zachowanie jest adekwatne. Nawiązując do nowej etyki Neumanna, wydaje się, że konieczna byłaby świadomość, tego co się dzieje w danej chwili (na zewnątrz i wewnątrz), a nie chęć zamiany tego, czego zmienić się nie da. Zmienić można jedynie organizację siebie, wobec sytuacji, na którą zupełnie nie ma się wpływu, bądź w obliczu której, nie wiadomo, co zrobić, jak się zachować. Najtrudniejszym wydaje się być powstrzymanie od intelektualno-teoretycznych wykładów, które stanowiłyby pozór bycia tym, który wie więcej.

Nowe i stare.  Etyka stanowi zbiór zasad i obszarów opisujących zakazy, których słuszność jest oczywista i zdefiniowana. Zasady są konieczne, ponieważ stanowią rodzaj wyznacznika, który pozwala – paradoksalnie, na poszerzenie w analizie. Kiedy ktoś w trakcie terapii, ze złością i rozczarowaniem mówi o tym, że te zasady są bezsensowne, bo stanowią ograniczenie i że przez te zasady nie zostaniemy przyjaciółmi „tak po za gabinetem”. W dalszej pracy okazuje się, że przestrzeń analityczna jest niewyobrażalnie pojemna i zawiera w sobie na różnych etapach pragnienia dotyczące przyjaźni, miłości i całej różnorodności fantazji, dotyczących tego, jak by to było po za gabinetem. Przekroczenie tej zasady, obejście jej, spowodowałoby niemożność przeżycia przez kogoś tego doświadczenia i wszystkich związanych z nim znaczeń, przemyśleń i odkryć. Tylko utrzymanie tej zasady jest leczące, ponieważ stanowi rodzaj nadbudowy zburzonych wcześniej granic, zaś wnoszenie do świadomości wyłaniających się fantazji czy wyobrażeń, użyźnia świadomość i jest wstępem do transformowania osobowości.

Analiza jest zjawiskiem stosunkowo młodym, zasady obowiązujące w jej obrębie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniły się znacząco. To, co sto lat temu było normą – czynnikiem uważnym za leczący, obecnie stanowi oczywisty zakaz. Zatem pewne tabu jest nam niezbędne. I być może dzięki niemu pojawia się możliwość, próba zrozumienia, czym jest zakaz. Nie chodziłoby o omijanie tego, co niewygodne (przykładowo erotyczne przeciwprzeniesienie), ale poznawanie go i jednocześnie przestrzeganie. Kodeks nie zostaje wtedy złamany (zakaz nie jest przekroczony), ale omówiony, zrozumiany, a w konsekwencji przestrzeń analityczna poszerzona. Podstawą tabu jest czynność zabroniona, do której istnieje silna skłonność w nieświadomości[21] Nieustające rozpoznawanie, tego, co dla analityka stanowi tabu, jest więc jego obowiązkiem etycznym. Można wtedy bez starotestamentowych ocen spojrzeć na Ewę, która staje się personifikacją przekroczenia tabu pomiędzy sacrum i profanum. Ale wie Bóg, że któregokolwiek dnia z niego jeść będziecie otworzą się oczy wasze a będziecie, jako bogowie, znający dobre i złe. Widząc tedy niewiasta, iż dobre było drzewo ku jedzeniu; a iż było wdzięczne na wejrzeniu, a pożądliwe drzewo dla nabycia umiejętności (…)[22]. Ewa kosztuje nowego smaku, poznaje dobre i złe, poznaje Boga w sobie, bo tylko On wie, że dobre i złe są nierozłączne. Różne i nierozłączne. Tacy kochający się przeciwnicy. Ewa pożąda umiejętności, pewnie również wiedzy i rozumienia, bo jest to przynależne ludziom.

Henry Abramowicz pisze, że psychologia głębi mogłaby stanowić coś w rodzaju przestrzeni, w której można spróbować zrozumieć i wyjaśnić współczesne zło, oraz ewoluować świadomość etyczną. Nazwał to zjawisko nową etyką[23]. Nowe jest otwarte na wzięcie odpowiedzialności za wszystkie odcienie mroku – nie wysługiwanie się sloganem, że zło tkwi w innych. Podstawą starej etyki jest starotestamentowy Jahwe i Prawo Mojżeszowe, u podstaw nowej – świadomość. I tu sprawa nieco się komplikuje, ponieważ poszerzająca się poprzez analizę perspektywa dotyka granic komfortu psychicznego (ani to łatwe, ani wygodne). Jakby stąpać po polu minowym, gdzie nie wiadomo, co i kiedy wybuchnie. Jest po za wzrokiem i słowem ojca, który wie, co jest dobre, a co złe i co stanowi tzw. kręgosłup moralny. Nienaruszalny szkielet. W takiej postawie – sztywnej i skostniałej, nie ma miejsca na świadomość czy dywagacje z dogmatem. Nowa etyka Neumanna zaprasza raczej do dialogu i uświadomienia, że zło jest nie w innych, ale w nas. Po prostu. Dzięki tego rodzaju niewygodnemu rozpoznaniu, zmniejsza się wszystko to, co leży u podstaw morderczych projekcji, prowadzących do konfliktów, zarówno wewnętrznych i zewnętrznych. Być może to miał na myśli Neumann, nadając psychologii głębi znacznie większe znaczenie, niż tylko to, związane z osobistym procesem.

Abramovitch wspomina o wejściu do podziemi, nawiązując do kabalistycznych nauk dotyczących pochodzenia dobra i zła[24]. Wtedy w myśli i obrazie pojawia się Inanna, która ściąga skórę i schodzi do podziemnego grobowca[25] Ona jest wtedy jak Jezus, który zstąpił do piekieł i zmartwychwstał. Jezus jest w obrębie nowej etyki, gdyż schodzi w mrok, poznaje go i wraca. Inanna również. Wtedy zło przestaje być oczywiste, podobnie jak dobro. Jedno i drugie stanowi część tej samej opowieści, złożonej z różnych elementów. Dwie strony jednej monety. Nowa etyka zaprasza do dialogu z aksjomatem i dzięki temu rodzi się nowe. Niewygodne pytania pozwalają na pomieszczanie paradoksalności doświadczenia, w którym cień zaczyna lśnić. Przestają wtedy wystarczać wszystkie iluzoryczne i błędne wyobrażenia o nas samych, kłamstwa, które stanowią rodzaj zatrutego pożywiania. Jesteśmy strasznymi biedakami – po prostu nie potrafimy spojrzeć na siebie z zewnątrz. Wydaje nam się ze jesteśmy cudownymi ludźmi, szacownymi i moralnymi; w rzeczywistości jednak jesteśmy żądnymi krwi piratami. To, co Europejczycy myślą o sobie, to kłamstwo[26] Może to spojrzenie z zewnątrz pozwoliłoby na wprowadzanie zmian, różnicowanie, nazywanie tego, co jest, bez póz i masek. Wprowadzenie odkrywanych na nowo wartości moralnych jest wymagające. Potrzeba odrobiny romantyzmu, odrzucenia cynizmu, ponownego zaczarowania odczarowanego świata[27]

Szara strefa. W szarej strefie trzeba przetrwać: życie, jako takie zawsze ma wyższą wartość niż większość zasad[28]. Krzysztof Miller mówił w jednym z ostatnich wywiadów, że człowiek w ekstremalnych sytuacjach – bez względu na kulturę, tradycję czy religię – reaguje tak samo.[29] Poznanie szarej strefy, miejsca, które opisał Primo Levi, po doświadczeniach i przeżyciach Auschwitz, pomaga wyjaśniać napotykane nieustannie zawiłości etyczne. Nic nie jest taki, jakim się wydaje, czerń i biel to tylko odcienie szarości, a granica między nimi wydaje się trudna do uchwycenia. Nieoczywista. Sprzeczności oraz nasza relacja wobec ciemnej strony, tworzą szarą strefę. Również problematyczne postaci, które kształtują ludzkie pojmowanie dobra i zła, szczególnie te, interpretowane definitywnie, jako złe, są reprezentantami tego miejsca.

Barabasz (Bar Raban – syn ojca), to zwykły morderca, czy rewolucjonista z perspektywami, kochający swój lud? Jaką rolę mógłby odegrać we współczesnym świecie i jako kto, byłby definiowany, jakie byłoby jego polityczne zaplecze i wreszcie, dla kogo byłby kim? Wydaje się, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na te pytania, podobnie, jak nieoczywistym jest wybór, kogo uwolnić (z wewnętrznego więzienia). Każda decyzja ma konsekwencje, a te, potrzebują być objęte odpowiedzialnością. Wybory kochają odpowiedzialność. Czy odnaleziona Ewangelia Judasza[30] w której prowadzi dialog z Jezusem, zdejmie wreszcie z tej znienawidzonej postaci piętno? Skłonność do zdrady jest przecież cechą każdego człowieka, aktywuje się jednak ze względu na okoliczności, których jedni doświadczą, a inni nie. Judasz jest postacią dwoistą, pełną sprzeczności, warto zobaczyć go w różnych odsłonach (podobnie jak to, czy akt zdrady może być wyrazem miłości i oddania, by słowo mogło się spełnić). Judasz stał się znakiem antysemityzmu[31] i po za obrębem tej definicji, zdaje się, nie ma już nic.

Oczywistość jest przereklamowana, nudna nawet, nie prowadzi w żadną stronę, lecz stoi na straży starych definicji i zatrzymuje wolne myśli. Chcemy wierzyć w to, co jest dla nas wygodne i na postawie niepodważalności dogmatu budować swój mały, ciasny światopogląd, nie pozwalając na wyjście po za schemat konceptualny.

Pacjent chce polegać na swoim analityku[32]. Pojawia się pytanie, kiedy pacjent może polegać na swoim analityku, a raczej czy może? Co analityk wytrzyma i ile będzie posiadał wewnętrznej przestrzeni dla pacjenta? Czy będzie wprowadzał swój porządek moralny i stał mocarnie na establishmencie, byle tylko coś ze świata pacjenta go nie zainfekowało? Czy raczej pozna ranę Chirona, będzie uważny na projekcje, wyobrażenia, ograniczenia i stale pojawiające się wątpliwości, które pomagają nie popaść w szaleństwo stania się duchowym namiestnikiem. Dawcą iluzji niekończącego się szczęścia, modnej pozytywnej psychologii, która stanowi bazę, taki teatralny make-up dla samozwańczych proroków sukcesu, otoczonych rzeszą wiernych wyznawców. Wystarczy słuchać namiestnika i powoli popadać w wygodne zniewolenie formy i treści osobistego wyrazu. I nie ma wtedy nic, tylko pustka, którą może wypełnić jedynie smutek.

Etyka w analizie zdaje się również obejmować niezbędne poczucie komfortu, rozumiane, jako wielopłaszczyznową troskę o siebie, również pozwolenie na dziwienie się światu, tajemnicy. Brak oczywistości zmusza do poszukiwań wody, tam, gdzie wydaje się początkowo, nie ma prawa jej być. Ten, kto zajmuje się nieświadomością pacjentów, powinien sam poddać się analizie, ponieważ lekarz, który nie zna czegoś w sobie, nie pozna tego w tym z którym pracuje, albo zobaczy to w formie przesadzonej, albo będzie to potępiał i osądzał[33] i nie chodzi wyłącznie o pracę analityka, a raczej o wszystkie zawody związane z szeroko pojętą terapią czy pomaganiem. Wydział Niewłaściwego Używania Czarów w Ministerstwie Magii[34] czuwał na bezpieczeństwem adeptów, niezależnie od poziomu ich doświadczenia, podobnie jak alchemik czuwa nad swoim uczniem. Nikt nie powinien mieć do czynienia z sytuacjami etycznie kłopotliwymi w samotności[35], ich omówienie i interpretacja musi odbywać się w przestrzeni chronionej i bezpiecznej, komfortowej  do tego, by poruszać się po szarej strefie.

 

Literatura

[1] Carl Gustav Jung, Praktyka psychoterapii, przeł. R. Reszke, Warszawa 2010, s. 36.

[2] Henry Abramovitch, Stimulating Ethical Awareness: http://henry-a.com/ethic/stimulating-ethical-awareness

[3] Marie Louise Von Franz, Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii, przeł. M. Kalinowska, Poznań 2015, s.85.

[4] Tamże, s. 86.

[5] http://analizajungowska.pl/o-towarzystwie/zasady-etyki-ptpj/

[6] Claire Allphin, An ethical attitude in the analytic relationship, Journal of Analytical Psychology, s. 451.

[7] Tamże, s. 453.

[8] Seweryna Szmaglewska, Dymy nad Birkenau, Warszawa 1942, s. 84.

[9] Tamże, s. 10.

[10] Claire Allphin, An ethical attitude in the analytic relationship, Journal of Analytical Psychology, s.456.

[11] Anna Janko, Mała zagłada, Kraków 2015, s. 183.

[12] Artur Domosławski, Wykluczeni, Warszawa 2016,  str. 9.

[13] Tamże s. 193.

[14] Film Demon, 2015, reżyseria Marcin Wrona.

[15] Bożena Keff, Antysemityzm. Niezamknięta historia, Warszawa 2013, s. 8.

[16] Sven Lindqvist, Wytępić całe to bydło, przeł. M. Haykowska, Warszawa 2009, s. 34.

[17] Claire Allphin, An ethical attitude in the analytic relationship, Journal of Analytical Psychology, s. 458.

[18] Tamże,

[19] Jolande Jacobi , Psychologia C.G. Junga, przeł. G, G. Glodek, Poznań 2014, s. 151.

[20] Katarzyna Surmiak-Domańska, Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość, Wołowiec 2015, s. 276.

[21] Sigmunt Freud, Totem i tabu,  przeł. J. Prokopiuk, M. Poręba, Warszawa 1993, s. 4.

[22] 1 Mojżeszowa 3,1

[23] Henry Abramovitch, Erich Neuman and the search for a new ethic: http://henry-a.com/ethic/erich-neumann-and-the-search-for-the-new-ethics

[24] Henry Abramovitch, Stimulating Ethical Awareness: http://henry-a.com/ethic/stimulating-ethical-awareness

[25] Sylvia B. Perera, Descent to the Goddess. A way of Initiation for Women, 1989 by Inner City Books s. 9.

[26] Carl Gustav Jung, Psychologia Kundalini – Jogi, przeł. R. Reszke, Warszawa 2010, s. 215.

[27] Marci Shore, Smak popiołów. O dziedzictwie totalitaryzmu w Europie Wschodniej, przeł. M. Szuster, s.  335.

[28] Luigi Zoya, Ethics and Analysis, Texas A&M University Press, 2007, s. 35.

[29] http://www.fotopolis.pl/newsy-sprzetowe/branza/13832-krzysztof-miller-wywiad

[30] http://www.pistis.pl/biblioteka/Ewangelia_Judasza.pdf

[31] http://www.jhi.pl/psj/Judasz

[32] Donald Kalsched, Wewnętrzny świat traumy. Archetypowe obrony Jaźni, przeł. M. Kalinowska, Poznań 2015, s. 53.

[33] Carl Gustav Jung, Praktyka psychoterapii,  przeł. R. Reszke, Warszawa 2010, s. 129.

[34] Joanne Kathleen Rowling, Hary Potter i komnata tajemnic, przeł. A. Polkowski, Poznań 2012, s. 27.

[35] Henry Abramovitch, Stimulating Ethical Awareness: http://henry-a.com/ethic/stimulating-ethical-awareness

 

Posted in Psychoterapia i psychoanaliza.